• Wpisów:4
  • Średnio co: 343 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:54
  • Licznik odwiedzin:1 030 / 1719 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Szłam w stronę rynku. Czułam jak dreszcz niepewności ogarnia całe moje ciało. Ręce sztywniały a nogi drżały. Patrzyłam dookoła aby zobaczyć tę osobę. Był to wysoki mężczyzna. Tylko jego postać znajdowała się na placu. To musiał być on.-pomyślałam. Podchodziłam bliżej, a on się odwrócił. Przenikliwe spojrzenie, łagodny uśmiech. Briaian...Dawny przyjaciel brata.
-Cześć.-przywitał się.
-Cześć.-odparłam drżącym głosem.-Czego chcesz ode mnie?
-Porozmawiać. Przepraszam, że dopiero teraz...Bo wiesz..Od śmierci Andree minął już rok, a ja przez ten cały czas nie miałem odwagi się do Ciebie odezwać. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, zwierzał mi się z problemów rodzinnych, ale też z jego życia prywatnego. O niektórych rzeczach nie miałaś pojęcia. Chciałem Ci to wszystko powiedzieć.
-Po co?-burknęłam
-Powinnaś wiedzieć. Wtedy gdy był wypadek, on cały czas pił. Mówił, że się z tobą pokłócił. Niepotrzebna wymiana słów. Wtedy przyniósł litre wódki i praktycznie sam wypił. Bardzo to przeżywał.-Briaian opowiadał mi rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Czy to moja wina, że jego już nie ma.-nie mogłam pogodzić się z taką myślą. Do moich oczy napłynęły łzy, które powoli spływały po policzkach.
-Nie płacz...-zbliżył się do mnie tak, że nasze głowy prawie się stykały.-To nie twoja wina. Sądzę, że Andree nie chciałby abyśmy teraz dochodzili kto jest za to odpoweidzialny...
-Masz rację.-odparłam i uśiadłam na starej drewnianej ławeczce. Szybko do mnie dołączył i przez długi czas rozmawialiśmy.
Minęła godzina i musiałam już wracać. Szliśmy pustymi alejkami miasta. Co jakiś czas tylko przejeżdżał samochód. Czułam jak moje ciało drży i nie mam nad nim kontroli.
-Jeśli będziesz chciała pogadać po prostu zadzwoń.-powiedział gdy byliśmy już pod moim domem.
-Będę pamiętać.-uśmiechnęłam się i dodałam-Do zobaczenia.
Znalazłam się już za drzwiami. W całym domu panował mrok. Delikatnie wyszłam po drewnianych schodach i znalazłam się na drugim piętrze. Położyłam się na łóżku i o wszystkim napisałam Amy. Dostałam odpwoiedź: "dziwne...spotkajmy się jutro o 15 u mnie", "okej". Wsunęłam się pod koc i próbowałam zasnąc. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. 10.58. Wstałam i poszłam do łazienki aby doprowadzić się do normalnego stanu. Założyłam także czerwony podkoszulek i granatowe spodenki. Włosy spięłam w warkocza. Patrzyłam na odbicie w lustrze. Mała, głupia dziewczyna. W jej oczach ból, cierpienie. Odwróciłam się na pięcie i udałam się do kuchni.
-Cześć.-przywitał ojciec.-Za kilka minut będzie tu Lisa.
-Jak to? Miała być jutro.
-No tak ale matka wyjeżdża na jakąś tam konferencje na cały tydzień więc Lisa zjawi się wcześniej.
-Zostanie na cały tydzień?-zapytałam zalewając herbatę.
-Tak.
-Super.-oznajmiłam i uśmiechnęłam się. Tak bardzo mało czasu spędzałam z siostrą. Brakowało mi jej. Nie widywałyśmy się zbyt często, ale codziennie pisałyśmy na facebooku, wysyłałyśmy sobie zdjęcia i opowiadałyśmy o każdym minionum dniu. Tak strasznie mi jej brakowało.
Minęło już kilka minut. Zniecierpliwiona siedziałam na huśtawce w ogrodzie. Myślałam to tajemniczym spotkaniu z Briaianem, o ukochanej siostrze, o zmarłym bracie.
W pewnym momencie furtka otworzyła się i stanęła w nich wysoka, szczupła dziewczyna. Ubrana w zieloną bokserkę, czarną spódniczkę i czarne trampki. Włosy miała rozpuszczone. W dłoni trzymała walizkę, a na drugim ramieniu spoczywała torba. Na jej twarzy szybko pojawił się uśmiech. Podbiegłam do Lisy i mocno ją przytuliłam. Od razu zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiedziałam jej o całej sytuacji z Braianem. Poszłyśmy na spacer. Pierwszy raz czułam się tak dobrze..
Dzień szybko minął i nadszedł wieczór. Wraz z ojcem usiedliśmy w ogrodzie i rozmawialiśmy. Nastała już późna godzina a ja dostałam sms. Nie był to nikt z moich przyjaciół a niedawno poznany Briaian. O co znów chodzi-pomyślałam siadając na łóżku.
 

 
Otworzyłam oczy i delikatnie przetarłam je dłonią. Wzrok skupiłam na postaci znajdującej się za oknem. Była to Amy. Chwilę później stanęła w moich drzwiach.
-Wstawaj.-rzuciła się na łóżko. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 11.-Ubieraj się. Zaraz wpadnie Billy.-dodała. No tak. Ranna wizyta przyjaciół. Jak mogłam zapomnieć. Udałam się do łazienki gdzie doprowadziłam się do normalnego stanu. Włosy jak zwykle upięłam w koczka i założyłam czarne spodenki i również czarną bokserkę. Od niedawna stał się to mój ulubiony kolor, a moja szafa gościła coraz więcej takich ubrań.
-Nareszcie.-"miło" przywitał mnie Billy. Uśmiechnęłam się zamykając drzwi od łazienki. Razem zeszliśmy na dół gdzie do ręki chwyciłam niewielki owoc i ruszyliśmy na spacer. Nie wiedząc dokąd, szliśmy przez zatłoczone ulice.
Znaleźliśmy się nad jeziorem. Znajdowało się kilka kilometrów za miastem. Tak strasznie lubiłam tu chodzić. Mogłam godzinami siedzieć i myśleć. Było tu tak cicho i spokojnie.
Usiadłam na huśtawce zaczepionej do gałęzi wielkiego drzewa i obserwowałam przyjaciół. Gonili się a przy tym wyzywali. Po chwili Amy znalazła się w wodzie. Wybuchnęłam śmiechem i pobiegłam na pomost. Billy, który stał za mną popchnął mnie po czym ja znalazłam się obok śmiejącej dziewczyny. Billy również skoczył do wody i wszyscy razem wybuchęliśmy śmiechem.
-Zabiję cię.-burknęła Amy patrząc na przyjaciela.
Wszyscy dopłynęliśmy do brzegu a następnie żuciliśmy się na rozgrzaną trawę. Przez ciało przszły mnie dreszcze.
Długo jeszcze siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Do domu wróciłam przed wieczorem. Ojciec jak zwykle nie był zadowolony.
-Sądzę, że za dużo przebywasz w towarzystwie Amy i Billy'ego. Wychodzisz rano, wracasz wieczorem.
-Bywa..
-Nie mów do mnie w ten spóosób. Myślę, że powinnaś trochę ograniczyć spotkania.
-Daj spokój.
-Idź odgrzej sobie obiad.-powiedział-A i dzwoniła mama. Pojutrze przyjeżdża Lisa i zostaje na cały tydzień.
-Fajnie.-uśmiechnęłam się i podeszłam pod blat kuchenny. Odgrzałam obiad, który szybko zjadłam.
Usiadłam na łóżku chwytając do ręki telefon. "1 nowa wiadomość"-Lisa: Przyjeżdżam pojutrze na cały tydzień. Kocham cię ;3"
Położyłam komurkę pod poduszkę a na kolana położyłam laptopa. Otworzyłam facebooka i wiele innych stron. Nagla ciszę zagłuszył dźwięk sms. Otworzyłam wiadomość i ujrzałam: "bądź za 10 min przy rynku". Numer był nieznany więc odpisałam "kim jesteś?". Szybka odpowiedź: "nie bój się przeciez sie znamy". Odpowiedziałam "więc czemu nie mam twojego nr?", "nw. po prostu badz", "przyjde". Zastanawiałam się przez chwile nad tym kim jest tajemnicza osoba z którą mam się spotkać. Trochę się bałam, ale był to u mnie normalny stan. Podeszłam do szafy i wybrałam długie, czarne spodnie, szarą bokserkę i ciemną bluzę na zamek. Szybko się przebrałam, umełam zęby a włosy rozpuściłam. Poprawiłam makijaż po czym na nogi założyłam trampki. Wyszłam z domu delikatnie zamykając drzwi. Szłam w nieiwedzy, a serce biło jak szalone.
 

 
Gwiazdy świeciły jasno. Wpatrzona w nie rozmyślałam. Dochodziła już 2 , a ja nie czułam zmęczenia. Od pewnego czasu cierpiałam na bezsenność. Oparłam rozgrzane policzki o zimną szybę. Przez całe ciało przeszły mnie dreszcze.
-Można?-otworzyły się drzwi i stanął w nich tata.
-Skoro musisz.-powiedziałam a on tylko delikatnie się uśmiechnął.
-Przyniosłem ci kakao. Wypij i kładź się do łóżka. Jest już późno a rano zabieram cię do Berlina.
-Do Berlina?-wykrzyknęłam.
-Tak.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Nie zapytałeś o zdanie?
-Bo wiedziałem, że się nie zgodzisz. A teraz dobranoc. O 9 wyjeżdżamy.
-Ale przecież jest rocznica śmierci Andree. Nic Cię to nie obchodzi?.-Znów oparłam twarz o szybę a z oczu wypłynęło kilka łez.
-Obchodzi...
-To twoja wina, że teraz go tu nie ma.-Coraz więcej łez spływało po moich policzkach.-Nawet nie wiesz jak bardzo mi go brakuje...
-Dobranoc.-gwałtownie wyszedł i z całej siły trzasnął drzwiami. Nikt mnie nie rozumiał. Wszyscy myśleli, że to takie łatwe zapomnieć. Żyć tak jakby nigdy go nie było. Było mi strasznie trudno ale dawałam radę. Już rok. Cały rok..
Rankiem nie mogąc dłużej spać zsunęłam się z łóżka i ubrałam czarne, krótkie spodenki i podkoszulek również czarny. Rude loki związałam w koka. Umyłam zęby, nałożyłam delikatny makijaż i zeszłam na dół. Zegar wskazywał 70. Wzięłam do ręki jabłko i wyszłam z domu. Szłam przez ulicę prowadzącą na cmentarz. Kupiłam 3 czerwone róże i 2 niewielkie żółte znicze.
-To będzie 12.50.-powiedziała sprzedawczyni. Wyjęłam z kieszeni kilka monet i podałam starszej kobiecie.
Przeszłam przez kilka pustych alejek aż w końcu dotarłam do małego nagrobku. Szmatką przetarłam zakurzony grobowiec i położyłam na nim 3 kwiatki. Trochę dalej ustawiłam dwa palące się znicze. Usiadłam obok i ze łzami w oczach mówiłam:
-Brakuję mi Ciebie. Bardzo. Za niedługo jadę do Berlina. Nie chcę Cię zostawiać. Obiecuję, że jutro wrócę. Opowiem Ci jak było. Co słychać u Lisy, mamy. Strasznie za tobą tęsknię. Dlaczego mnie zostawiłeś..?-wybuchnęłam głębokim płaczem.-Potrzebuję Cię. Nawet nie wiesz jak bardzo...-Minęła godzina i musiałam już wracać do domu.
Po kilkunastu minutach byłam na miejscu.
-Jesteś.-powiedział ojciec.-Jedziemy.
-Tylko wezmę torebkę.-odparłam. Szybko wbiegłam do pokoju chwytając za torbę. Wrzuciłam do niej aparat, telefon, MP3, butelkę wody, szczotkę do włosów, chusteczki higieniczne oraz małe lusterko. Zarzuciłam na ramię i zeszłam do kuchni.
-Możemy jechać.-niechętnie powiedziałam.
-Wiem, że wolałabyś aby ominęło Cię spotkanie z rodzinką ale nie liczy się tylko twoje zdanie. Tęsknię za Lisą i ty za mamą pewnie też. Więc proszę Cię schowaj swoją dumę na kilka godzin. Wrócimy zamkniesz się w pokoju i będziesz mogła powrócić do swojego "beznadziejnego" świata.
-Byłby idealny gdyby...
-Gdyby Andree żył. Tak wiem. To moja wina, to przeze mnie zginął. Prawda jest taka, że to on uciekł z domu i to on jechał ze swoimi pijanymi kumplami. Masz rację powinienem czuć się odpowiedzialny za jego śmierć. Tak też się czuję. Tylko proszę cię nie wypominaj mi tego gdy nadarzy się okazja. Ja też mam uczucia.
-Jedźmy już.
Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Mama gorąco nas przywitała. Tuliła i całowała. Lisy chwilowo nie było w domu dlatego ominęło ją gorące powitanie.
-Ale się stęskniłam.-mówiła mama.-Chodźcie do środka.-Poszliśmy za nią do dużej kuchni. Razem z tatą zajęliśmy miejsca przy stole. Chwilę później dosiadła się do nas mama i zaczęła rozmowę. Minęły dwie godziny a w drzwiach stanęła wysoka postać. Ubrana była w turkusowe spodenki i czarną bokserkę. Rude, kręcone włosy delikatnie okrywały gołe ramiona.
-Hej!-wykrzyknęła.
-Cześć!-krzyknęłam i przytuliłam siostrę. Udałyśmy się do pokoju i długo rozmawiałyśmy. Płakałyśmy, śmiałyśmy się. Po obiedzie wyszłyśmy na spacer nad jeziorko. Lisa obiecała, że w przyszłym tygodniu przyjedzie na dłuższy czas. Bardzo ucieszyłam się z tej wiadomości.
Po powrocie do domu weszłam do pokoju i usiadłam na parapecie aby znów wpatrywać się w gwiazdy. Chwilę pisałam z Amy i Billym. Patrząc na gwiazdy nie wiedząc kiedy-zasnęłam.
  • awatar Majukaaa♥: Jakie świetne ♥
  • awatar Muffinka ∆: Uwielbiam cie za tą piosenkę Huntera, jestem jego fanką. Generalnie opowiadanie całkiem ciekawe, tylko ogranicz te znaki "-" i rób większe pauzy, żeby czytało się łatwiej i przejrzyściej. Tak trzymaj!
  • awatar Wyimaginowana Mitsuki: Super! :) mam nadzieje,że będziesz pisać dalej :) boskie !! ja też za niedługo wstawię opowiadanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Francessa to 15-letnia dziewczyna. Jej rodzice rozwiedli się gdy była mała. Mieszka teraz z ojcem, a siostra bliźniaczka Lisa z matką w Berlinie. Starszy o 2 lata brat Andree zginął w wypadku samochodowym rok temu. Jego śmierć była dla Francessy bardzo trudna gdyż mięli ze sobą dobre kontakty. Dziewczyna obwinia ojca o śmierć brata, ponieważ poświęcał mu zbyt mało uwagi. Jej przyjaciel Billy i przyjaciółka Amy przywracają dziewczynę do normalnego świata. Mimo oparcia Francessa czuje, że jest sama i w nikim nie ma poparcia. Zaczyna tracić kontakty ze swoimi przyjaciółmi a wkracza w towarzystwo zmarłego brata. Brutalne życie jakie niesie za sobą ten wybór całkowicie zmienia Francesse.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›